Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchenne tematy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchenne tematy. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lutego 2013

Wyzwanie fotograficzne: Dzień trzeci / pomarańczowy


pomarańczowy

W moim domu, 
(z powodu naszej rodzinnej niechęci, nabytej w przeszłości) 
kolor pomarańczowy z zasady, nie występuje. 
Poza kilkoma szczegółami: 
kredkami, 
jedną parą skarpetek, 
niezliczoną ilością klocków Lego, 
marynowaną dynią w słoiczkach,
karteczkami do notowania z Ikei,
koszulką Środkowego Syna, 
farbami mojego Męża i... 
zupą pomidorową ;)





Miałam i nadal mam, mieszane uczucia co do estetyki, 
ale postanowiłam być ponad tym :)

Pozdrawiam Was ciepło :)


czwartek, 31 stycznia 2013

Spróbuję . . .


Minęło zaledwie kilkanaście dni, 
od mojej ostatniej obecności w blogowym świecie,
a ja czuję się, jakby minęły całe wieki.
Taka zastygła w niemocy, 
przygnieciona samoświadomością, 
mogłabym trwać i czekać, 
aż zniknę...

Ale nie chcę tak czuć.
Nie, jeśli mogę decydować.

Chcę być tutaj, w moim Zaciszu 
i chcę dzielić się z Wami sobą.
Tym co kocham, 
tym co mnie fascynuje,
czym żyje moja dusza.
...

Ostatnio pokazałam Wam obraz, 
tak jak go widzę, 
kiedy budzę się każdego ranka...

Tym razem również pokażę obraz, który namalował mój Mąż. 
W surowej drewnianej ramie, wykonanej przez Niego :)

Tak właściwie, to jedynie niewielka jego część...

W moich ulubionych barwach :)





Jeszcze kilka kadrów, 
drobiazgów z mojej kuchni...




...w moich ulubionych kolorach,
bieli, szarościach, 
odcieniach nieba i "miętusach" :)




Na koniec, 
moja młodsza "dziewczynka",
która odpłynęła w ramiona Morfeusza, 
akurat tam, gdzie jej nie pozwalam ;)
Nie miałam sumienia jej budzić, przez szacunek do cudzego snu ;)

Zazdroszczę jej tego błogostanu...




...

Ostatnie tygodnie były dla mnie trudne.
Zbyt trudne.
I na tyle dotyczące mojego wnętrza, 
że nie potrafiłam oddzielić tego, od bycia tutaj.
To powoli mija i choć czasem powraca jak zły sen,
to wiem, że dam radę TO pokonać.
Bo tak chcę.
Bo jestem silna.

...

Dziękuję Wam z całego serca, 
że mimo mojej nieobecności,
odwiedzaliście moje Zacisze.
Dziękuję za Wasze komentarze, maile i ciepłe myśli :)

To niesamowite, 
że ludzie, którzy się nie znają,
tak wiele potrafią dać z siebie, tylko po to, 
żeby wywołać uśmiech na twarzy drugiego człowieka :)

Jesteście niezwykli, 
tak jak niezwykłe są Wasze dusze, 
które motywują ciała 
do okazywania dobra i piękna :)


Serdecznie Was pozdrawiam :) 



piątek, 14 grudnia 2012

Wyzwanie fotograficzne: Dzień piąty / świąteczny zapach



świąteczny zapach




Święta Bożego Narodzenia 
kojarzą mi się zapachem pierników,
 pomarańczy, 
z aromatem goździków, cynamonu,
 sałatką jarzynową mojej Mamy
pieczonym karpiem,
i ponad wszystko z zapachem choinki :)

Nie mogę się już doczekać :)

Pozdrawiam Was serdecznie 
i życzę udanego 
(choć pewnie pracowitego) 
weekendu :)


niedziela, 9 grudnia 2012

Spierniczyliśmy ;)


Piernikowa niedziela :)

Zaczęło się zwyczajnie:
nie do końca jeszcze zdrowa ja,
Syn Środkowy i Najmłodszy, 
zwarci i gotowi, żeby wałkować, wycinać, przekładać...
i oczywiście podsypywać mąką, kiedy trzeba i nie trzeba ;)




I serduszko dla mamusi, 
wiadomo, od Środkowego :)




Jak nie było już czego wałkować, to poszli na żywioł ;)






A ja, jakoś ostatnio nie mam natchnienia do bloga, 
ani do zdjęć, ani do gotowania, ani do sprzątania, 
ani do czytania, ani do niczego...

Mam nadzieję, że mój zapał obudzi się jutro,
na ostatnie już w tym roku, 

Serdecznie Was pozdrawiam :)
I życzę Wam udanego przedostatniego przedświątecznego tygodnia :)


poniedziałek, 19 listopada 2012

Niby taki sobie zwykły ziemniak...


Niby taki sobie zwykły ziemniak,
a jednak taki wymowny :)




Nie miałam sumienia go ugotować ;)
Przedłużam mu życie w mojej zamrażarce...

Pozdrawiam Was wszystkich,
obserwatorów i podglądaczy ;)


wtorek, 6 listopada 2012

Wyzwanie fotograficzne: Dzień drugi / słodkie & Dotrzymana obietnica, czyli ciasto czekoladowe z dynią :)



W tej chwili takie "słodkie" przyszło mi do głowy :)
Moja młodsza kocica Hermiona :)




Obiecałam Wam, że podam przepis na:

Ciasto czekoladowe z dynią

Potrzebne nam będą:

1 niepełna szklanka oleju
1 szklanka cukru
2 bardzo niepełne szklanki mąki pszennej
3 duże jajka od szczęśliwej kury 
i przyprawy:
1 ½ łyżeczki cynamonu
1 ½ łyżeczki kakao
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
1 ½ łyżeczki sody oczyszczonej

Ja zaczynam od włączenia piekarnika na 180°C (termoobieg),
żeby później nie czekać...


Do miski wlewamy olej, wsypujemy cukier i miksujemy,
(tak do końca się nie zmiksuje, ale to nic)
do tego dorzucamy jajka,
później przesiewamy mąkę,
cynamon, kakao, proszek i sodę...
jeszcze trochę ucieramy, jakieś trzy minuty :)




Potrzebujemy też też oczywiście dynię, 
ja starłam na tarce dwie szklanki,
tak mniej więcej, 
bo szklanka nie brała udziału w tym tarciu ;)

Startą dynie dorzucamy do masy i chwilę miksujemy :)




I  mamy już "ciasto", musimy je tylko upiec :)

Ja używam papieru do pieczenia,
żeby mi się ciasto nie przypaliło
i oczywiście z lenistwa, 
żeby nie musieć później myć foremki ;)

Zaznaczam sobie zagięcia, 
wyjmuję papier, 
wycinam nożyczkami i wkładam z powrotem do foremki 
(moja ma wymiar 25X35 cm).
Wlewam ciasto i pakuję do piekarnika na 40 minut :)




Po 40 minutach wyłączam piekarnik i uchylam drzwiczki,
 żeby ciasto nie opadło :)
A po około pół godzinie, 
napawam się smakiem ciasta, oprószając je lekko cukrem pudrem :)




Pozdrawiam Was serdecznie :)
I trzymam kciuki za Wasze wypieki :)

Słodkie na całego, 
jak dzisiejszy temat Uli :)


niedziela, 4 listopada 2012

Dynia - odsłona pierwsza :)


Przetworzyłam dziś nieco dyni :)




Po raz pierwszy wykorzystałam dynię do czegoś innego, 
niż dekoracja na halloween ;)

Najpierw upiekłam czekoladowe ciasto z dynią, 
ale nie zdążyłam tego zarejestrować ;)
Bardzo prosty przepis, a smak... 
mmm... niesamowity.
Na pewno zrobię je jeszcze nie raz, bo jest pyszne
:)

Drugi pomysł na dynię to utopienie jej w occie ;)

Procedura prostsza niż budowa młotka ;)

Przede wszystkim potrzebna nam będzie dynia. 
ja miałam początkowo 2 kg, 
ale starłam dwie szklanki, bo potrzebowałam do ciasta, 
więc myślę, że zostało mi tak mniej więcej ~ 1,5 kg.
Nie mam niestety wagi, 
ale Mikołaj obiecał mi w tym roku na Gwiazdkę, 
nabyć drogą kupna o taką, moją wymarzoną, w Scandi Loft :)
Ale ja przecież nie o tym chciałam ;)




Wracając do mojej dyni w occie...
potrzebujemy dynię
1 szklankę octu 10%
ja uwielbiam tematy korzenne więc dałam 20 goździków
5 ziarenek ziela angielskiego
15 kopiastych łyżek cukru
5,5 szklanki wody (nie mogłam się zdecydować czy dać 5 czy 6)
i trochę soli (ja dodałam połowę tego co daję do gotowania ziemniaków, 
czyli płaską łyżeczkę)

Dynię obrałam i podziabałam na kostkę, 
a właściwie na równoległoboki o podstawie prostokąta (uwielbiam matematykę ;),
bo jakoś tak łatwiej mi było.
Widać to na następnych zdjęciach.

W tak zwanym międzyczasie, zagotowałam wodę, posoliłam 
(wodę solę jak się zagotuje, bo wieść gminna niesie, że nieposolona woda szybciej się gotuje 
i lepiej wpływa na kondycję garnka),
do gotującej się wody wrzuciłam pokrojoną dynię,
postałam przy niej, aż się zagotowała, 
po zagotowaniu wody natychmiast wyłowiłam łyżką cedzakową dynię
i zapakowałam ją do słoików.

Do pozostałej, po obgotowaniu dyni wody, dodałam goździki, 
ziele, cukier, ocet i zagotowałam...
Słoiki z dynią zalałam mieszanką, 
wrzuciłam do każdego po jednym ziarenku ziela i kilka goździków...
szybko zakręciłam słoiki i ustawiłam je na ręczniku do góry dnem.

Stoją sobie tak jeszcze teraz, aż do całkowitego wystudzenia.
Pasteryzacja nie jest konieczna :)




Prawda, że proste?

Serdecznie Was pozdrawiam i życzę miłego wieczoru :)


piątek, 2 listopada 2012

Pigwy, powoli i bezpowrotnie, zmieniają się w nalewkę ;)


Moje bardzo cierpliwe pigwy, 
doczekały się swojej chwili :)
Dziś po południu, rozpoczęłam proces przetwarzania.

Znalazłam dwa przepisy...
Pierwszy głosi, że najpierw owoce zalewa się alkoholem , a później cukrem,
a drugi, że odwrotnie ;)

Ja wybrałam ten drugi, 
ponieważ część soku zamierzam pozostawić bez % ,
a część przeznaczyć na nalewkę :)





Pigwa do miękkich owoców raczej nie należy,
więc trochę się namęczyłam ;)






Na szczęście jej cudowny zapach,
rekompensuje ten wysiłek :)





Tu już prawie półmetek ciachania ;)






I wreszcie koniec... 
uff... 
słój napełniony :)
Pierwszy etap za mną...





Za trzy tygodnie, 
bo tyle musi postać zanim zamieni się w syrop, 
kolejny etap :)
Oczywiście pokaże Wam co mi wyszło :)

Pozdrawiam gorąco i dziękuję, że mnie odwiedzacie :)


piątek, 26 października 2012

Pigwy - kolejny etap ;)


Wielki słój i pigwy, czekają na spirytus i... 
moje miłosierdzie ;)




Zamierzam zrobić nalewkę z pigwy.
To moja pierwsza... 
i jak mi wyjdzie, na pewno nie ostatnia ;)

Nawet zawieszkę w owym kolorze zrobiłam i wstążkę zawiązałam.
A wszystko po to, 
żeby mi się chciało bardziej chcieć za nie zabrać :)

A na razie pachną sobie oszałamiająco słodko, 
czekając na swoje pięć minut :)


Miłego weekendu Wam życzę :)


wtorek, 16 października 2012

Muffinki cynamonowe


Muffinki cynamonowe - ulubione moich Chłopców :)
Dziś upieczone na prośbę Środkowego, na pocieszenie, 
bo jest chory i nie może chodzić do szkoły ;)

Dwa razy nie trzeba było mnie prosić ;)




Podzielę się z Wami zmodyfikowanym i wypróbowanym przeze mnie przepisem :)

Czasem przemycam w nich owoce sezonowe, 
truskawki, jagody, starte na grubej tarce gruszki albo jabłka.
Dzisiaj rano upiekłam cynamonowe i czekoladowe.

Najpierw nastawiam piekarnik na 190°C (z termoobiegiem bo tak lubię).

W dużej misce mieszam suche składniki:
2 szklanki mąki
½ szklanki cukru
½ szklanki cukru pudru
1 cukier cynamonowy [albo 1 łyżka (z górką) kakao jeśli mają być czekoladowe]
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej

Do dzbanka wlewam mokre składniki:
1 szklankę mleka
½ szklanki oleju
1 jajko
Wlewam mokre do suchych i mieszam (tak od niechcenia) razem.
Im więcej grudek, tym lepiej.

Papierowe papilotki wkładam do formy na muffinki, żeby się nie rozlazły na boki.
Piekę w papilotkach, żeby później nie myć foremki ;)




Wypełniam masą papilotki do ²/3 wysokości.
Piekę na dwa razy, bo moja forma do muffinek mieści ich 12,
a z tego przepisu wychodzi ich zazwyczaj 20.

Muffinki piekę przez ok. 20 minut, aż urosną i się zarumienią.
Szybko, banalnie i przepysznie :)

Serdecznie Was pozdrawiam i życzę smacznego wieczoru :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...